It's RADICAL and it's MACHINE

sobota, 23 stycznia 2010

Throbbing Gristle wg Throbbing Gristle [+ Industrial Records]




Historia Industrial Records

Industrial Records zaczęło się jako inwestygacja. Czworo członków Throbbing Gristle chciało sprawdzić do jakiego stopnia można mutować i kolażować dźwięk, prezentować kompleks nierozrywkowych hałasów w sytuacji popkultury, przekonać i zmienić. Chcieliśmy prze-inwestować muzykę rockową zawartością, motywacją i ryzykiem. Nasze nagrania były dokumentami stosunków, doświadczeń i obserwacji naszych i innych zdeterminowanych by być indywidualnymi outsiderów. Moda była wrogiem, styl nierelewantny. Chcieliśmy również sprawdzić muzykę jako fenomen biznesu i zaproponować modele dla całkiem nowych i innowacyjnych trybów komercyjnej operacji. Parodia i poprawienie. Industrial Records zostało ufundowane przed którymś z trzech lepiej znanych Angielskich Niezależnych, i było najbliżej trzecie pod względem wielkości, jednak najbardziej nieuchwytne. Chcieliśmy tworzyć muzykę i nagrania bardziej efektywne i relewantne do naszego industrialnego społeczeństwa, chcieliśmy sprawić by biznes był również bardziej skuteczny i kreatywny. Spółka Industrial Records się narodziła. Nazwana jak najbardziej nieromantyczną, lecz adekwatną nazwą jaką mogliśmy sobie wyobrazić. Wielkie wytwórnie produkują nagrania jak samochody; my jesteśmy połączeni ze współczesną społeczną sytuacją, nie nastawionym na blues stylem przeszłości; pracujemy ciężko na to co chcemy, jesteśmy uprzemysłowieni; parodiujemy i wyzywamy wielkie wytwórnie i ich upadlające etyki i depersonalizację; pracujemy w starej fabryce; industrialna praca jest niewolnictwem, destruktywną, zbyteczną instytucją, więc nazwaliśmy ją Fabryka Śmierci, ze świata, z życia. Nagrania po angielsku oznaczają również dokumenty, pliki (chodzi o słowo 'record' – przyp. tłum.), takich jak zbierane przez agencje rządowe, pracowników, szkoły i siły policyjne. Nasze nagrania są kombinacją plików o naszych związkach ze światem i gazetą bez cenzury. Monte Cazazza zasugerował, że naszym sloganem biznesowym powinno być INDUSTRIALNA MUZYKA DLA INDUSTRIALNYCH LUDZI. Dostajesz to, na co zasługujesz. Czy też nie? Cóż, z ludzmi z nabytymi zainteresowaniami by kontrolować i prowadzić społeczeństwo tak, by podążało za ich rekomendacjami co do tego, jakie nastawienie powinieneś mieć, jakie motywacje powinno zawierać twoje zachowanie i jakie cele powinny cię satysfakcjonować, ty NIE dostajesz tego, na co zasługujesz. Dostajesz to, co ci dają, a to co ci dają jest przede wszystkim uwarunkowaniem, które popycha cię ku ślepej akceptacji, zniszczonej pracy, sfrustrowanych związków i wielkiego poczucia beznadziejności. Jesteśmy wytrenowani by czuć, że nie jesteśmy odpowiedzialni, że nie kontrolujemy naszego społeczeństwa i świata, więc pozwalamy „liderom” nas pilnować niczym rodzicom pilnującym niedorozwinięte dzieci. Liderzy nie są najważniejsi, jesteśmy NAUCZENI wierzyć, że ich potrzebujemy, że nie jesteśmy w stanie wziąć odpowiedzialności za siebie. Kłamstwa stworzyły liderów, kłamstwa utrzymują liderów, kłamstwa niszczą radość, kreatywność i nadzieję. NIE MA KŁAMST na tych nagraniach, nikt tutaj nie jest liderem. Bierzemy pełną odpowiedzialność za samych siebie. Nie będziemy zmyleni w drodze ku naszemu przeznaczeniu. NASZEMU ŻYCIU. Jest teraz obecny trend ku całkowitej kontroli i bezpieczeństwu w przemyśle nagraniowym i muzycznym. Grupy są stylizowane, rozreklamowane i odnoszą sukces zanim jeszcze wydadzą nagrania. Starzy wyrzutkowie i myśliciele chcą bezpiecznych, wygodnych nagrań, które aplikują radykalne odkrycia do banalnych muzycznych środków. Show biznes, jego cele i usprawiedliwienia są znów zwycięskie. Publika jest uwiedziona i oszukana przez pustkę zapakowaną nęcąco w tanią błyskotkę. Strach jest rządem po raz kolejny. Na tym nagraniu są ludzie, którzy nie boją się myśleć, nie unikają ryzyka. Ludzie wszystkich lat są tutaj, do 16. do 70. lat. Prawda i nadzieja nie mają granic, nie ustanawiają stylu, są wyraziste najjaśniej w sposobie, który wybierzesz do życia. Tytuł ostatniego nagrania wydanego przez Industrial mówi resztę. „Nie ma tutaj już nic prócz nagrań.” A może jest...

Genesis P-Orridge



---- ---- ----



Throbbing Gristle okazał się niepokojącą siłą wewnątrz sceny muzycznej, utrzymując i zwiększając swą siłę przez ponad 5 lat życia. Obudził zakopane możliwości, o których wiedziało kilka osób, a inni bali się je eksplorować. Najbardziej znaczącym osiągnięciem było połączenie tak wielu ludzi, którzy wierzyli, że życie to więcej niż to, co jest oferowane. Szansa wyrażenia ich poglądów z podobnie myślącymi ludźmi, dostarczenie upustu bogactwu idei. Jako TG i Industrial Records udowodniliśmy, że możemy istnieć i rosnąć całkowicie niezależnie od głównych kanałów muzycznego biznesu, a mimo to utylizować wiele z ich strategii ze stylem i humorem, który uczynił TG tym czym był. TG był projektem, w który zaangażowanych było czworo ludzi, z których każdy wstrzyknął energię, kreatywne idee i ideały kumulujące się w bardzo płodną siłę. W pracy ta siła była niemożliwa do zignorowania. Tak silna, że pięć lat po jej zakończeniu, jest wciąż obecna i wciąż żądana.
Lata Throbbing Gristle były czasem wspaniałych pozytywnych zmian, eksperymentacji i czułych wspomnień.
Wszyscy musimy podążać naprzód.

Cosey Fanni Tutti, 22.03.1986



---- ---- ----



Z jakiegoś powodu nigdy nie wydawało się możliwe by cieszyć się rezultatami swojej pracy, tak jak rezultatami pracy innych, których słyszymy lub widzimy bez przechodzenia przez doświadczenie jej kreacji. TG nie było wyjątkiem. Nawet teraz, odseparowany od doświadczenia przez czas, jestem niechętny graniu nagrań TG. Nie opierając się temu, TG pozostaje unikalne. Dla mnie, wielość innych grup, które podążyły za tzw. „industrialną” formą były i są całkowitą stratą czasu.
Jak tak może być? Po pierwsze, mieliśmy mało lub wcale muzycznej wiedzy i nie mieliśmy pojęcia co robiliśmy. Po drugie, żadne z nas nie miało wiele ze sobą wspólnego, poza byciem takimi czy innymi osobami nieprzystosowanymi do otoczenia. Wynikiem tego było to, że wpływy, które wszyscy sprowadziliśmy na dźwięk były bogate w stylu i odmienności. Po trzecie, sposób w jaki tworzyliśmy muzykę był kompletnie inny do jakiejkolwiek konwencjonalnej metody. Tzn. utwory były tworzone mniej lub bardziej spontanicznie, bez żadnego próbowania czy przygotowywania, poza prywatnie tworzonymi ścieżkami rytmicznymi Chrisa i ogólną dyskusją o możliwych tematach do nowych słów, które Gen użyje jako inspiracja do tekstu. O ile wiem, słowa wychodziły tak spontanicznie jak muzyka.
Ta improwizacja niosła małe podobieństwo do jakiejkolwiek formy muzycznej improwizacji, które zwykle jest osadzona intelektualnie, ustrukturalizowana by pozwolić specyficznym instrumentom zaprezentować się, podczas gdy reszta dostarcza zwartej, muzycznej bazy. Z TG mieliśmy nikły, jeśli jakikolwiek pomysł na to co zdarzy się na jakimś występie czy sesji nagraniowej, i każde z nas dokładało do wspólnej działki na zasadzie tylko tego, co miało miejsce w danym momencie. Często poziom uwagi i emocjonalnego zaangażowania był taki, że na końcu występu, mieliśmy mało lub wcale wspomnień tego, co zaszło.
Dopóty dopóki typy dźwięku były rozważane, używaliśmy cokolwiek znaleźliśmy lub na co było nas stać, wszystko od popieprzonego poskręcanego pudełka osadzonego w metalowym tłoku nurnikowym do urządzeń, które były całkowicie nowe. Ja używałem cyfrowych sampli na scenie zanim Fairlights został w ogóle wynaleziony, a Chris budował instrumenty, których nie można było w tym czasie usłyszeć, nie mówiąc już o zdobyciu. Stworzyliśmy dźwięki, które lubiliśmy i które chcieliśmy słuchać. Zwykle nie były one konwencjonalne, których używali ówcześni twórcy, ponieważ czuliśmy, że był mały lub nie było żadnego sensu w przearanżowywaniu tych samych nudnych popowych chwytów – nie były po prostu interesujące.
Ja, na przykład, czuje tak nawet do dzisiaj.
Cokolwiek to było, co robiliśmy, było najwyraźniej wartościowe. Nie tylko dla tysięcy młodych ludzi, którzy sprowadzali nagrania i taśmy TG i pisali do nas mówiąc jak na nich wpłynęliśmy, niemal zawsze, jak mówili, na lepsze. Wielu z nich, w kolejnych latach, stało się wspaniałymi przyjaciółmi i teraz z kolei wpływają na mnie. Z mojego punktu widzenia najważniejszym z nich jest John Balance, z którym teraz pracuję jako COIL. Można się z nami skontaktować w BM/CODEX Londyn WC1N 3XX.

Peter Christopherson (Sleazy), 18.06.1986



---- ---- ----



ODWRÓCENIE PRZEZNACZENIA

Wszystkie obrazy zaczynają się w lustrze i kończą w naszej podświadomości. Wszelka świadomość odbija załamania i cięcia; sączy krew i plami nasze najukochańsze stroje wyjściowe. Siedząc w jednej pozycji, głowa zgięta, oparta na kolanie, mięśnie drżą i trzęsą się bezwarunkowo. Jesteśmy pozostawieni fizycznie i mentalnie skażeni bliżej do śmiertelności, jesteśmy wytrenowani by się bać i ignorować. By zawrzeć w tej konkretnej akceptacji przez nasze przypatrywanie się, gdzie nie może nas zranić. W opisywaniu społeczeństwa, jego zachowania, jego oszałamiającej głupoty możemy być zmotywowani przez współczucie i rozpacz pokolorowaną przez niemały sarkazm i cynizm. Jednak w każdym obrazie jest osłabienie i tekstura, które podlegają przesłanemu DBANIU o swoją kompozycję. Oprawione przez nasze własne paranoje, oprawione przez warunkowanie, oprawione przez fałszywych świadków i kradzież wszystkich kawałków srebra, całujemy policzek krainy, która nas gryzie. W zamian nie otrzymujemy nic. Ale nic jest tym po co tu przyszliśmy, nic jest tym, czego tak chciwie pragniemy i o co walczymy. Nic jest naszą precyzyjną konfrontacją z formą i przyczyną. Łatwo zapomnieć nic, a trudno je opisać. Co było tym starym rozmnażaczem ślimaków w błocie, o którym powiedziano kiedyś w momencie przejrzystości:
„Wyrażenie, że nie ma nic do wyrażenia, nic z czym wyrazić, nic z czego wyrazić, nie ma władzy by wyrazić, wraz z obligacją by wyrazić.”
Kreatywna akcja, destruktywna akcja by wyrazić percepcję dziwnego fenomenu bycia żywym próbuje oświecać, oczyszczać i opisywać pewne części (część) ludzkiego doświadczenia, dąży ku osiągnięciu długoterminowej relewancji do jednostek wchodzących w kontakt z nią przez próbę uchwycenia, lub nawet uformowania, wartości, które prowadzą to doświadczenie w danym wieku, lub w tym przypadku „SEKTOR CZASU” i podczas gdy „czas jest tym, co kończy” kulturę, na lepsze lub gorsze, jest tym co nie kończy. I tu leży nieskończony trik. Niewyuczone i niewyśpiewane zaprzeczane wyjaśnienia podlizują się gorliwie szukając ich. Lustro otrzymuje nasze gapiące się spojrzenie i topimy się całkiem delikatnie, topimy się pozostawiając dymny, chmurny efekt jak utleniacz rozprzestrzeniający się w wodzie. By oczyścić naszą winę musimy opisać nasze przeznaczenie, obiektywna strefa wojny koresponduje używając auralnego języka codziennego życia by zdefiniować nasz temat. Strzaskana lub nie, nasza wiadomość pozostaje ani nie naprawiona ani nie dogmatyczna, zaledwie zamrożone chwile głębokiego, osobistego wnętrza odbitego na zewnątrz w każdy salon, który zwiesza tę zasłonę magii na swą sfatygowaną ścianę. Na dzień, lub na zawsze, nie robi to różnicy. Prawdziwa wartość nigdy się nie zmienia, pozostaje w jedynym prawdziwym sensie, trwałym, ponieważ tylko czas ma trwałą wartość, a czas jest medium sztuki.
„Nic nie jest bardziej rzeczywiste niż Nic.”
Ludzkie doświadczenie jest, niestety, służalczo stymulujące, doświadczenie niczego i jedyna rzeczywistość, którą zna jest niezdolnością zinterpretowania siebie i swej mitycznie odziedziczonej struktury.
Po akumulacji zbyt wielkiej historii tracimy naszą niewinność, nie możemy łatwo wierzyć w żadne wyjaśnienia. Opisujemy raczej niż czujemy, dotykamy raczej niż eksplorujemy, pożądamy raczej niż adorujemy,
Więc tutaj jesteś... lub byłeś...

Genesis P-Orridge, Londyn, czerwiec 1986



---- ---- ----



OŚWIADCZENIE NA TEMAT T.G. CHRISA CARTERA

Był to najlepszy z czasów, był to najgorszy z czasów
Ci „Burzyciele Cywilizacji” mogli być tylko czwórką świadomych ludzi z niezwykłym hobby,
Badanie i Komunikacja...
Jedna godzina. Wiele może zdarzyć się w ciągu godziny. Fizyczne, Podświadome, Emocjonalne uczucia.
Wybranych kilka (tysięcy) może. Chwile w czasie, które zmieniają ludzkie nabijanie się i nie mogą być zapomniane.
Ludzie chcą więcej. I więcej jest dane, ale nigdy wystarczająco. Obiekty do zebrania i obejrzenia, ponownego obejrzenia i wysłuchania
Lecz ludzie zmieniają się i idą naprzód, w bok, w górę.
I wszystko staje się historią.
Nie zamieniłbym jej za nic!
Pamiętaj.

Chris Carter, Maj 1986

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz